Przebrane mieszkania
Gdzie kupić tanie mieszkania? Te zostały właściwie przebrane. Zakupy w dużej mierze, mimo zastoju w nieruchomościach, ułatwił rządowy program Rodzina na swoim.
Jak informuje Rzeczpospolita, problem w tym, że skorzystać z niego wcale nie tak łatwo. Odsetek lokali o powierzchni do 70 m2, w cenie nieprzekraczającej 7257,6 zł/m2 stanowi zaledwie kilkanaście proc. całej oferty sprzedażowej, przynajmniej jeśli chodzi o Warszawę. A zainteresowanie jest ogromne. To oznacza, że po kilkunastu miesiącach, odkąd na skutek światowego kryzysu ceny nieruchomości znacząco spadły, trudno już trafić na prawdziwą perełkę, choć przyznać trzeba, że i te od czasu do czasu się zdarzają. Na ogół jednak zakup lokalu bez większych wad, w dodatku za kredyt z rządową dopłatą, należy w stolicy do rzadkości.
Tańsze mieszkania, mieszczące się z limitach programu Rodzina na swoim, znacznie łatwiej trafić w gorszych lokalizacjach. Tu, godząc się z prawami rynku, od razu założyć trzeba albo większą odległość od centrum, np. Wawer, Ursus czy Białołęka, albo też zaakceptować należy nie cieszącą się z różnych względów dobrą sławą okolicę, np. na Pradze. Zdarzają się i inne mankamenty, obniżające wartość lokalu. Do nich należy niski parter, ciemna kuchnia czy konieczność przeprowadzenia generalnego remontu, a przy okazji nieciekawy rozkład mieszkania, zmuszający do pokonywania kuchni w celu dotarcia do łazienki itp.
Jak przyznają pośrednicy nieruchomości, o ideał na rynku naprawdę trudno. Mieszkania w dobrych dzielnicach zwykle są droższe niż przewidują to warunki programu Rodzina na swoim. Tańsze natomiast najczęściej nadają się tylko do kompleksowej modernizacji, której koszt mógłby przewyższyć wartość rządowego dofinansowania. W lepszym standardzie i odpowiedniej cenie znaleźć już tylko można w lokalizacjach bardziej oddalonych od centrum.
Jak kształtują się ceny? Jeśli szukacie lokalu w dobrym stanie w centrum stolicy, raczej nie macie szans na sfinansowanie jego zakupu kredytem Rodzina na swoim. Ceny nie mieszczą się na ogół w przewidzianym rządowym programem limicie, przekraczając często 8-9 tys. za mkw. Łatwiej już będzie szukać np. na Targówku, gdzie najtańsze lokale na rynku wtórnym kosztują ok. 5,5 tys. zł/m2. Taką ofertę znaleźć można np. w bazie biura Emmerson Nieruchomości. Niestety nie każdemu do gustu przypadnie ostatnie piętro 10-kondygnacyjnego bloku zbudowanego w 1980 roku. Podobnie zresztą jak i zła sława Szmulowizny, gdzie za niecałe 207 tys. zł kupić można dwupokojowe mieszkanie w przedwojennej kamienicy.
Sami pośrednicy przyznają jednocześnie, że optymalną ceną za mieszkanie na rynku wtórnym jest ta, zbliżona do rządowego limitu Rodziny na swoim.
- Dziś, jeśli właściciel naprawdę chce sprzedać mieszkanie, jego cena nie powinna być wyższa niż 7 tys. zł, gdyż powyżej pułapu i tak trudno będzie znaleźć nabywcę. - mówi Joanna Lebiedź z biura nieruchomości Lebiedź & Lebiedź.
To oznacza, że w przypadku mieszkań większych niż 70-metrowe cena ta musiałaby być jeszcze niższa, by spełnić warunki programu Rodzina na swoim. Czy w związku z tym należy liczyć, że mieszkania będą jeszcze tańsze? Wydaje się to wątpliwe, ale kto wie?
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy





