Świadectwa energetyczne na tapecie
We wtorek posłowie zajęli się przepisami dotyczącymi świadectw energetycznych. Zgłoszone podczas drugiego czytania poprawki sprawiły, że projekt ustawy wrócił do dalszych prac w komisji infrastruktury.
Przepisy wprowadzające w życie świadectwa energetyczne mają na celu implementację europejskiej Dyrektywy EPBD, która kładzie nacisk na energooszczędność w budownictwie. W Polsce obowiązują one od początku br., wciąż jednak budzą wątpliwości czy wręcz kontrowersje.
Świadectwa energetyczne krytykowane są często za formę obrazowania efektywności energetycznej budynku. Przyjęty wzorzec suwakowy, czy jak wolą inni, liniowy, nie wszystkim się podoba, gdyż jest mało czytelny. Przyjęte rozwiązania mają na celu ich uproszczenie tak, by z informacji zawartych w świadectwach jasno wynikało, jakie jest potencjalne zużycie energii elektrycznej w danym budynku. Zdaniem posłów taka informacja pomoże w podejmowaniu decyzji o kupnie mieszkania czy też domu.
Zaproponowane w ostatnim niemal momencie zmiany to również zastrzeżenie, by świadectw nie mogli wystawiać właściciele lokali. Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą jednak osób uprawnionych do wystawiania paszportów energetycznych dla budynków. Pierwotnie prawo takie przyznano wszystkim magistrom, którzy albo ukończyli studia o kierunkach pokrewnych budownictwu, albo uzupełnili wiedzę na odpowiednich studiach podyplomowych czy kursach. W efekcie, certyfikaty wystawiać mogliby nawet poloniści czy absolwenci filozofii, podczas gdy inżynierowie po uczelnich kierunkowych, ale bez tytułu magistra nie mieli takiej szansy.
Znowelizowane przepisy eliminują ten paradoks. Projekt przygotowywanej wciąż ustawy poszerza bowiem katalog osób uprawnionych do wystawiania świadectw energetycznych budynków i lokali. Teraz będą mogły robić to nie tylko osoby, które ukończyły studia magisterskie, ale i inżynierskie, na kierunkach: architektura, budownictwo, inżynieria środowiska, energetyka lub pokrewnych.
Jak zwykle, zmiany te nie bedą zapewne podobać się wszystkim. Już słychać głosy dopytujące o tych magistrów, którzy choć nie z branży, licząc na zdobycie dodatkowego zatrudnienia, podjęli naukę na kursach dla audytorów czy certyfikatorów energetycznych. Nie mają oni przecież wpływu na wyznaczenie terminu egzaminów państwowych. Jeśli nie zdobędą uprawnień do wystawiania paszportów, zanim w życie wejdą nowe przepisy, mogą uznać pieniądze i czas przeznaczone na szkolenia za stracone.
Źródło: PAP
Świadectwa energetyczne krytykowane są często za formę obrazowania efektywności energetycznej budynku. Przyjęty wzorzec suwakowy, czy jak wolą inni, liniowy, nie wszystkim się podoba, gdyż jest mało czytelny. Przyjęte rozwiązania mają na celu ich uproszczenie tak, by z informacji zawartych w świadectwach jasno wynikało, jakie jest potencjalne zużycie energii elektrycznej w danym budynku. Zdaniem posłów taka informacja pomoże w podejmowaniu decyzji o kupnie mieszkania czy też domu.
Zaproponowane w ostatnim niemal momencie zmiany to również zastrzeżenie, by świadectw nie mogli wystawiać właściciele lokali. Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą jednak osób uprawnionych do wystawiania paszportów energetycznych dla budynków. Pierwotnie prawo takie przyznano wszystkim magistrom, którzy albo ukończyli studia o kierunkach pokrewnych budownictwu, albo uzupełnili wiedzę na odpowiednich studiach podyplomowych czy kursach. W efekcie, certyfikaty wystawiać mogliby nawet poloniści czy absolwenci filozofii, podczas gdy inżynierowie po uczelnich kierunkowych, ale bez tytułu magistra nie mieli takiej szansy.
Znowelizowane przepisy eliminują ten paradoks. Projekt przygotowywanej wciąż ustawy poszerza bowiem katalog osób uprawnionych do wystawiania świadectw energetycznych budynków i lokali. Teraz będą mogły robić to nie tylko osoby, które ukończyły studia magisterskie, ale i inżynierskie, na kierunkach: architektura, budownictwo, inżynieria środowiska, energetyka lub pokrewnych.
Jak zwykle, zmiany te nie bedą zapewne podobać się wszystkim. Już słychać głosy dopytujące o tych magistrów, którzy choć nie z branży, licząc na zdobycie dodatkowego zatrudnienia, podjęli naukę na kursach dla audytorów czy certyfikatorów energetycznych. Nie mają oni przecież wpływu na wyznaczenie terminu egzaminów państwowych. Jeśli nie zdobędą uprawnień do wystawiania paszportów, zanim w życie wejdą nowe przepisy, mogą uznać pieniądze i czas przeznaczone na szkolenia za stracone.
Źródło: PAP
(bpawlak), 15-07-2009
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



